25 maja 2005

# 115

Wiosna, może tym razem naprawdę wiosna! Ostatni dzień przed długim weekendem, i drugi raz w tym miesiącu czajenie się do szefa czy piątek będzie wolny. Będzie, co ma nie być. Podroczy się, potrzyma w niepewności, zrobi groźną minę, utwierdzi siebie w przekonaniu, że on jest szef, więc mu na głowę nikt włazić nie będzie, chociaż i tak już w poniedziałek każdy mówił, że ma to gdzieś i w piątek nie przyjdzie.
Wiosna, sekretary też wiosna, ubrała spódniczkę, zielony wiosenny szal i wiosenne kabaretki z dziurami tak wielkimi, że można sikać bez zdejmowania ich z tyłka.
Dzisiaj zabieram mamę na obiad, będę dobrą córką. Jutro chyba nie wypada.


1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Całkiem... jak by to ujac, hmmm... sexi takie kabaretki ;)